czwartek, 7 grudnia 2017

III


Sandra weszła do domu całkiem przemoczona. Podczas powrotu deszcz lunął niemiłosiernie. Dziewczyna zdjęła przemoczone ubrania i wdrapała się na górę do swojego pokoju.
Ale chwila coś tu jest nie tak - zauważyła nastolatka, patrząc na komputer - Ingaaa- wydarła się - Znów grzebałaś na moim Facebooku? - popatrzyła z politowaniem na młodszą siostrę.
- Oj niechcący, bo się nie wylogowałaaaś, a ja chciałam napisać jedną wiadomość i tak no. Przepraszam. Ale nic nie czytałam przysięgam. A teraz muszę już lecieć, buziaczki - cmoknęła siostrę i zniknęła za horyzontem.Całkiem zmarznięta Sandra postanowiła wgramolić się pod koc i pomyśleć nad życiem.Nim o tym pomyślała zasnęła przemęczona.


***

Obudził ją silny podmuch wiatru i gałąź, która odbiła się od szyby. A na dodatek ból gardła.
- No super, ciekawe jak teraz pójdę do Pawła w takim stanie. Chyba będzie trzeba to odwołać- pomyślała, lecz bardziej martwiło ją zachowanie Krzyśka. Może on tylko sobie z niej żartował? W sumie pasowałoby to idealnie. A może sam miał kogoś na boku? A może po prostu jej się wstydził dlatego nigdy miała nie poznać jego najbliższych? Tak, zdecydowanie to ostatnie pasowało najbardziej. Dziewczyna postanowiła zejść po jakiś lek i zapomnieć jak najszybciej o tym koszmarze.


***

Następnego dnia Igor i Krzysiek czekali pod domem Pawła. Była godzina 18:40 – 20 minut przed czasem, ale Krzysiek nie chciał ryzykować, że Sandra przyjdzie za wcześnie i to przegapią.
-Ciekawe, czy pocałuje ją w usta
-Krzychu już nie martw się na zapas i nie wymyślaj scenariuszy. Mówię Ci, że przyjdzie, pouczą się matmy i pójdzie. I nic więcej. Paweł to idiota przecież nawet Sandra nie rzuciłaby Cię dla niego.
-Może by nie rzuciła, a może by rzuciła. Tego się dowiemy niebawem. Właściwie, skoro jest takim idiotą, to jak to możliwe, że jest z matmy jednym z najlepszych w szkole.
-Jest idiotą we wszystkim oprócz tego. Widziałeś przecież jak się zachowuje. Weź się w garść i nie wierć się bo jeszcze nas Paweł zobaczy przez okno i nici z konspiracji.
Krzysiek przyznał przyjacielowi rację i przez około 10 minut obaj siedzieli w niemal idealnej ciszy. O 18:50 niespodziewanie pojawiła się Sandra.
-Patrz jak się nie mogła doczekać na spotkanie. 10 minut przed czasem… do mnie nigdy się tak nie spieszyła.
-Krzysiek no już naprawdę przesadzasz. Po prostu szanowała Twój czas, weź się skup może na ważnych rzeczach a nie zwracasz uwagę na takie pierdoły. Patrz jak jest ubrana. Normalny płaszcz, długie spodnie, zero dekoltu, buty też raczej normalne, a nie jakieś randkowe.
-Poczekamy zobaczymy.
Sandra szła po chodniku prowadzącym do domu Pawła. Nie było w jej chodzie nic specjalnego. Nie był ani za szybki, ani za wolny. Zatrzymała się przed furtką, spojrzała na zegarek, westchnęła lekko i nacisnęła dzwonek. Po kilku sekundach rozległo się charakterystyczne bzyczenie oznaczające, że furtka została otwarta. Sandra pchnęła ją i ruszyła w kierunku drzwi, które otworzyły się przed nią. Wtem Sandra weszła do środka.
-No i nie zobaczyłem czy ją pocałował. Zrobi to pewnie w środku, cwaniak.
-Chodź lepiej na drugą stronę, pokój Pawła jest po przeciwnej stronie na parterze. Jest w nim bardzo duże okno, może go nie zasłonił.
Chłopcy poszli schować się po drugiej stronie domu. Okno nie było zasłonięte i świetnie było przez nie widać wnętrze pokoju Pawła. Sandra siedziała na łóżku, a Paweł przy biurku. Miał otwartą książkę do matematyki. Sandra pisała coś w zeszycie. Trwało to dobre pół godziny. W końcu Paweł podszedł do Sandry, szepnął jej coś do ucha, po czym podszedł do okna i zasłonił je.
-Ty, co oni tam będą robić?
-Powiem Ci tak Krzychu, wyglądało to dość jednoznacznie.
-Nie no nie wytrzymam.Krzysiek wstał i stanowczym krokiem ruszył w stronę okna pokoju Pawła.
-Czekaj, co robisz. Nie chcesz im chyba pukać w okno jak jakiś stalker - krzyknął Igor
-Oni się pukają, więc ja też mogę popukać.
-Czekaj człowieku to nic nie da. Wymyślimy coś innego.
-Jaaaaaasny gwint jak Ty mnie denerwujesz. Dobra mam inny pomysł, ale rób dokładnie to co mówię.
Krzysiek wyjął z kieszeni telefon i zaczął pospiesznie klikać w ekran.
-Wyjmuj telefon i dzwoń - powiedział Krzysiek
-Dobra ale po co?
-Dzwoń!
Krzysiek podyktował Igorowi numer i podetknął przyjacielowi swój telefon pod nos
-Masz tu napisane co masz powiedzieć, tylko zmień głos żeby Cię nie poznał.
-Ale kto?
Nie zdążył dowiedzieć się kto, bo ten ktoś właśnie odebrał. Igor, głosem nieco niższym niż zwykle, zaczął czytać z ekranu telefonu Krzyśka.
-Dzień dobry, mam dla pana smutną wiadomość. Pańska córka Sandra właśnie uprawia seks w mieszkaniu jej znajomego Pawła Wróblewskiego. Słychać ich na ulicy, więc ciężko tu o jakąkolwiek pomyłkę. Dziękuję za uwagę i do usłyszenia.
Igor rozłączył się i popatrzył na Krzyśka.
-No nieźle żeś to Krzychu wykombinował, ale nie boisz się o Sandrę? Jej ojciec jest dość impulsywny, a przecież nie mamy dowodów, że oni tak się… wiesz. Nie słychać ich też na ulicy.
-Wiem, ze jest impulsywny, dlatego spadamy stąd, bo jak nas tu zobaczy to możemy przy okazji dostać, a nie chcę, żeby marnował siły na nas. Niech zostawi wszystko dla Pawła.


***

Kilka minut wcześniej...
Sandra postanowiła wybrać się do swojego kolegi, mimo iż miała wysoką temperaturę, a gardło bolało ją z minuty na minutę coraz bardziej. Jednak myśl o zbliżającym się egzaminie dała jej siłę, aby się zjawić. Dziewczyna nie zdawała sobie nawet sprawy co knuje jej były chłopak.. Nie miała pojęcia, że jej własna siostra wpuściła go do jej pokoju. Miała się przekonać wkrótce do czego doprowadzą jej kłamstwa.Wcisnęła na siebie ciepły sweter, dżinsy, a na koniec spsikała swoją szyję najlepszymi perfumami, które stały na jej toaletce. Złapała torbę w rękę i zeszła po schodach. Była pewna, że wymknie się z domu niepostrzeżenie. Nie chciała aby jej mama się martwiła, a co gorsze zobaczyła ją chorą, wybierającą się poza fundamenty domu. Niestety plan się nie udał, schody były drewniane, no i nie najnowsze.. co powodowało, że skrzypiały pod wpływem każdego, najmniejszego kroczku. Nawet krok baletnicy nic nie zdziałał.
-Sandruś, gdzie Ty znów lecisz noo, może byś coś zjadła? Wyglądasz strasznie blado. Za mało jesz! - krzyknęła zatroskana matka dziewczyny z kuchni.
- Mamo, spieszę się do Pawła. Musimy poćwiczyć do egzaminów, wiesz jaka ze mnie matematyczna ciapa – odparła dziewczyna, ucałowała mamę czule i wyszła z domu, zamykając za sobą drzwi. 
 Była spokojniesza, że jej rodzicielka nie zauważyła jak bardzo jej córka źle wygląda. Na pewno jest dumna, jak bardzo się staram- pomyślała Sandra. Nie wiedziała, że parę godzin później czeka ją poważna rozmowa. Wzięła płaszcz i zniknęła.Szła pośród kamienic zupełnie sama, bała się, ale wiedziała, że teraz czeka ją taka rzeczywistość. Już nikt nie odprowadzi ją pod sam dom, nikt się jej nie otuli w chłodny dzień. Przetarła łzę, która spłynęła po jej policzku. Wiedziała, że da radę. SAMA. Miała rodzinę, przyjaciół. Wszystko się ułoży – myślała – A teraz najważniejsza jest matma – odetchnęła. Zdała sobie sprawę, że dawno przez te problemy z Krzyśkiem konkretnie zaniedbała swoją najlepszą przyjaciółkę – Muszę to wszystko poskładać – obiecała sobie dziewczyna – Już 18.38? - zerknęła na zegarek i przyspieszyła kroku. Wolała być wcześniej i wcześniej wyjść.Gdy dotarła pod dom drzwi otworzył jej Paweł – była trochę zdziwiona, ponieważ tą czynność zawsze wykonywała jego mama.
-Hej – powiedziała trochę onieśmielona dziewczyna – Mogę wejść?
-Jasne – uśmiechnął się Paweł - Rodziców nie ma w domu.. hm, mama pojechała w delegację, a ojciec miał dokończyć projekt u swojego koolegi. Mam nadzieję, że nie sprawia Ci to problemu, że zostaliśmy sami? - mówił przejęty chłopak prowadząc Sandrę do swojego pokoju.
-Nie, skądże..Gdy weszli do pokoju Pawła, dziewczyna postanowiła zdjąć sweter. W jego domu było strasznie gorąco.. albo to objawy złego samopoczucia związanego z grypą – westchnęła. Nie uszło to uwagi Pawła.
-Coś nie tak, Sandruś? Wyglądasz jakoś tak.. mizernie, chociaż nawet tak porażasz blaskiem. Czy aby na pewno masz siłę uczyć się o tych pochodnych?
-Tak – odparła twardo wyciągając zeszyty i piórnik. Usiadła wygodnie na łóżku. I zaczęła notować niezrozumiałe dla niej cyferki. Wszystko w jej głowie się mieszało. Po 30 minutach była wyczerpana.
- Chyba nie najlepiej z Tobą, może powinnaś się położyć, a ja zadzwonię po Twoją mamę, żeby Cię odebrała.. Nie obraź się, ale w takim stanie nic nie pojmiesz, lepiej będzie gdy zadzwonię.Jej uwadze uszło to, że Paweł zasłonił żaluzję. Była całkowicie nieprzytomna, zasnęła niczemu niewinna w łóżku swojego kolegi. Chłopak przykrył ją i zszedł na dół.. Próbował zadzwonić do rodziców Sandry, ale telefon był zajęty. Po 3 próbach postanowił, że przyjaciółka zostanie u niego, tak będzie najbezpieczniej.


W tym samym czasie w domu rodziców Sandry i Ingi
Pan Matias po pracy był bardzo zmęczony. Nie dość, że robił coś czego nienawidził. A mianowicie wypełniał druki w miarę dobrze prosperującej firmie to musiał zarabiać na 4 osoby, ponieważ jego żona była chora.Martwiło go to, a przez to stał się bardzo impulsywny.
-Cześć skarbie – podszedł do żony, która piła herbatę, siedząc w wiklinowym fotelu
- Jak się miewasz?
-Dobrze – odparła – Sandra poszła się uczyć do Pawła. Czy Ty też zauważyłeś, że ostatnio źle wygląda? - szepnęła wykończona małżonka.
-Tak.. ale to pewnie nastoletnie sprawy, da radę. Twarda jest po ojcu – uśmiechnął się pan Matias z własnego dowcipu – A gdzie Inga?
-Siedzi u Michała..Znoowu? Czy ta dziewczyna ma pojęcie w ogóle na co się naraża? Siedzi tam non-stop. Wyprowadza mnie to już z równowagi, a oceny to już poprawiła, czy będzie bujała w obłokach? Moje niedoczekanie jak zawali ten rok. Trzeba to jak najszybciej zakończyć, ten chłopak nie jest dla niej! - Zdenerwowany wyparł z siebie wszystko co czuł Pan Matias.
-Dajmy jej czas, zobaczymy.. da radę. Wierzę w nią – uśmiechnęła się kobieta – Lepiej opowiedz jak tam u Ciebie w pracy – zachęcająco dopytywała żona.Mąż usiadł przy niej i zaczął rutynową, tą samą opowieść. Nie zdążył dokończyć, bo w kuchni rozbiegł się głośny dzwonek telefonu domowego.
-Ja odbiorę, kochanie. Siedź sobie. Po paru minutach pani Matias nie wiedziała co się dzieje, jej mąż poczerwieniał ze złości. I wybiegł z domu nie żegnając się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz